piątek, 27 grudnia 2013

6

Rano obudziły mnie ciepłe promienie słoneczne przedzierające się przez firany w moim pokoju. Chwila. Ja nie mam firanek w pokoju. Otworzyłam oczy. Poczułam czyjeś ręce ściskające moje drobne ciało i czyiś tors przytulony w moje plecy. Louis. Ale on tak nie pachniał.
- Dzień dobry kochanie. - Oparłam się na łokciach. Byłam kompletnie naga. Popatrzyłam w prawą stronę. Trevon!!! 
- Puść mnie! - krzyczałam.
- Zapomnij kochana. Teraz kiedy już nie ma twojego kochasia nigdzie mogę robić z tobą co mi się podoba.
- Zabiłeś go?! 
- Co? Puść mnie skurwielu!
- Lara! - Wstałam cała spocona. Nade mną stał Louis, patrzył na mnie z troską. - Co się stało - zapytał. 
- Trevon... Śniło mi się, że cię zabił i chciał mnie zgwałcić - rozpłakałam się na samo wspomnienie o moim śnie. Przytulił mnie do siebie. Kochałam jego zapach. Czułam się przy nim bezpieczna. 
- Nie pozwolę cię skrzywdzić, okey? - powiedział.
- Okey.
- Teraz idź pod prysznic ja zrobię śniadanie. - Chciał już wyjść z pokoju.
- Louis - zatrzymałam go.
- Tak skarbie?
- Chodź ze mną pod prysznic. - wymusiłam uśmiech.
- Okey. - Uśmiechnął się. Wstałam  i powolnym krokiem ruszyłam w stronę łazienki.
- Prysznic czy wanna? - zapytałam.
- Wanna. - odpowiedział. Także powolnymi ruchami zaczęłam zdejmować piżamę. Odkręciłam korek z ciepłą wodą. Louis także już pozbył się ubrań. 
- Wejdź pierwszy - Wszedł do wanny układając się w niej luźno. Potem weszłam ja. Usiadłam między jego nogami. Pewnie jesteście zdziwieni, czemu nie wstydzę się przy nim być naga. Bo go kocham. Oplótł mnie swoimi długimi rękoma. 
- Jesteś taka krucha i delikatna - powiedział.
- A ty jestes ze stali - zaśmiał się.
- Muszę dzisiaj do pracy. Ale wynagrodzę ci to dzisiaj - jeździł palcem po moim obojczyku.
- Jak? - spytałam odwracając się na brzuch kładąc ręce na jego torsie. 
- A to w swoim czasie. Bądz gotowa o 19. - pocałował mnie w czoło - Tylko załóż sukienke. - teraz dotknął swoimi ustami o moje. Odnalazł swoim językiem małą dziurkę i delikatnie wsadził swój język do mojej buzi.  - Nawet nie wiesz jak cię pragnę - wymruczał mi do ucha. Zarumieniłam się na te słowa. 
- Louis - powiedziałam. Jego niebieskie tęczówki były skierowane na mnie. - Kocham cię - Nie wierzyłam w to co powiedziałam przed chwilą. Patrzył na mnie z szerzej otwartymi oczami. 
- Ja ciebie też - przybliżył moją twarz do swojej tak że stykaliśmy się czołami. - Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham i jak bardzo mi na tobie zależy. - powiedział to tak delikatnie. Boże, on był idealny. - A tobie? Zależy ci na mnie? - Oczywiście LouLou - uśmiechnęłam się szczerze.
- Muszę iść do pracy Lara -  posmutniałam. - Hej, jesteśmy dzisiaj umówieni tak? - podniósł jej podbródek. Pokiwałam twierdząco głową. Chwycił korek z wanny i wyszedł z niej. Za nim wyszłam ja. Otuliłam się ręcznikiem i wytarłam mokre ciało. Następnie chwyciłam za krótkie spodenki dresowe i luźną koszulkę od koszykówki. Związałam włosy w wysoki kucyk i wyszłam z łazienki. Zjedliśmy razem śniadanie i poszedł do pracy. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Zadzwonie do Vanessy. Wybrałam do niej numer i zadzwoniłam. Powiedziała że przyjdzie za 20 minut. Kiedy skończyłam rozmowę z przyjaciółką, telefon znowu zaczął wibrować. Numer nieznany. Pewnie to Eleanor.
- Halo? - powiedziałam.
- Mówiłam coś! Masz się trzymać od Louisa z daleka! - krzykneła w słuchawkę.
- O witaj Eleanor, dawno nie dzwoniłaś. Co u ciebie kochana? - spytałam z sarkazmem.
- Przestań! Ostrzegam cię ostatni raz! Odwal się od niego albo inaczej porozmawiamy!
- Eleanor ty siebie słyszysz? Ty już na mnie krzyczysz. Louis powiedział mi że cię już nie kocha. Zresztą co ja poradzę, że mi mówi że mnie kocha. 
- To nie prawda! - rozłączyłam się. Jezu, ale ona jest straszna. Ja bym nie mogła być taka nachalna w stosunku do chłopaka i jeszcze szantażować jego dziewczyne. To jest trochę chore. Do moich drzwi ktoś zapukał. Pewnie Vanessa. Otworzyłam drzwi. To nie była Vanessa. To był Trevon.
- Mam zadzwonić na policję?! - krzyknęłam.
- Nie musisz. Chcę cię tylko poinformować, że twoja przyjaciółka nie jest bezpieczna jak i twój kochaś. 
- Co ty nie powiesz? Zajmij się swoim życiem, chyba że chcesz trafić znowu za kratki. - Skrzyżowałam ręce na piersiach. On wpadł do domu i zamknął drzwi. 
- Nie nie chcę tego chcę Lary - chwycił mnie w talii przysuwając do siebie. Całował moją szyję. Próbowałam się wyrwać z jego uścisku, lecz on był silniejszy. Krzyczałam nic to nie dało. Możecie sobie wyobrazić co stało się późnej. Zgwałcił mnie. Siedziałam w kącie mojego pokoju. Przykuliłam nogi do klatki piersiowej i płakałam. Zgwałcił a potem uciekł. Kiedy przyjdzie Louis! Spojrzałam na zegarek była 18.30. Będzie za 30 minut. Boże to już 3 raz. Nie chcę znowu mieć terapie u psychologa albo gorzej iść do psychiatryka. To było straszne. Minęło trochę czasu od kiedy tu siedzę. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Louis. Nie chętnie wstałam i otworzyłam je. Stal Louis w swoich ciemnych Ray Banach. Oparty o framuge drzwi. Spojrzał na mnie. 
- Co się stało? - zapytał. 
- Wejdź. - wszedł do środka. Skierowałam się w stronę mojej sypialni, usiadłam na łózku a on usiadł koło mnie. 
- Odpowiesz mi? - dotkną ręką moich pleców. Wzdrygnęłam na jego dotyk. 
- Trevon... On tu był... Powiedział że.. ty i Vanessa jesteście w niebezpieczeństwie. Ja go wyśmiałam i potem... on.. - nie wytrzymałam rozpłakałam się. Popatrzyłam na Louiego. Patrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami.
- Zgwałcił cię? - pokiwałam twierdząco głową. - Teraz gnojek nie żyje. Wstał i wziął telefon do ręki. Jak się domyślam dzwonił na policję. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz