Wstałam z silnym bólem głowy. Zdziwiłam się, bo wcale dużo nie wypiłam jak planowałyśmy. Spojrzałam na zegarek. Było południe. Wstałam i poszłam ubrać rzeczy do biegania. Wzięłam jeszcze słuchawki i telefon i wyszłam z mieszkania. Kierowałam się w stronę parku. Biegałam 1 godzinę i wróciłam do domu. Wzięłam prysznic i wyszłam z łazienki. Wzięłam jakieś letnie ubrania z szafy i poszłam do korytarza. Ubrałam moje maxy, wzięłam portfel i telefon. Wychodziłam z bloku kiedy poczułam czyjeś ręce na mojej tali.
- Cześć, mała. - złapałam jego ręce i odwróciłam się. To było ten sam koleś, który wczoraj zrobił to samo w klubie.
- Czego chcesz, hmm? - spytałam krzyżując ręce na piersi.
- Ciebie - powiedział uśmiechając się.
- To chyba tego nie dostaniesz, skarbie. - odwróciłam się i kierowałam się w stronę sklepu kiedy znowu mnie do siebie przyciągnął i położył głowę na moim ramieniu.
- Żebyś wiedziała, że dostanę. - powiedział.
- A mogę zrobić najpierw zakupy, bo jestem głodna.
- Też mam jedzenie w domu. - powiedział poprawiając włosy.
- Tak? To ty masz dom? Grubo - powiedziałam i odwróciłam się na pięcie. Nie za długo szłam, bo przerzucił mnie przez ramię. - Puszczaj cioto! - uderzałam go pięściami i uderzałam stopami w jego brzuch.
- To nie boli - zaśmiał się.
- To teraz zaboli. - powiedziałam i zsunęłam się trochę i kopnęłam go w krocze z całej siły. Upadł na ziemie i chwycił się za bolące miejsce. Zaśmiałam się i zaczęłam biec w stronę sklepu. Po kilku minutach dotarłam na miejsce cała spocona i zdyszana. Wszyscy klienci się na mnie krzywo patrzyli.
- Coś nie pasuje? - spytałam a wszyscy pokręcili przecząco głowami - I tak ma być. - powiedziałam i wzięłam koszyk na zakupy wzięłam kilka potrzebnych mi rzeczy i udałam się do kasy. Kupiłam je i schowałam do plecaka. Wyszłam i kierowałam się w stronę mieszkania, kiedy drogę zagrodził mi blondyn, ten sam co był wczoraj w klubie z tym ciotą.
- Czego wy kurwa ode mnie chcecie?! - podniosłam ręce do góry.
- Ciebie chcemy - powiedział.
- To chyba sobie możecie pomarzyć. - wyminęłam go. Chwycił mnie za nadgarstek i spojrzał na mnie swoimi pięknie niebieskimi oczami.
- Nie muszę. - wtedy wyszło jeszcze 4 tych samych razem z tym debilem.
- O kogo my tu mamy? - spytał lokowaty.
- Mnie, nie widać?
- To widzę. - powiedział.
- No brawo. Dobra chce iść do domu!
- Możesz, ale do naszego. - wyszczerzył się ciota, pojebany chuj nienawidzę ich.
- Co ja wam zrobiłam?! - przewróciłam oczami.
- Nic.
- No właśnie, to się walcie. - chciałam się wyrwać z uścisku blondyna, lecz na marne. Przerzucił mnie przez ramię i wrzucił do samochodu.
- Teraz już nam nie uciekniesz. - wyszczerzył się debil. Po co ja wczoraj szłam do tego klubu? Jestem głupia, bardzo. Nawet nie wiedziałam jak maja na imię. Nie będę w stanie im uciec, mam słaba kondycję. Nie wiem już co mam robić. Opadłam na siedzenie, krzyżując ręce na piersi. - Już jesteśmy - powiedział otwierając mi drzwi.
- Sama wyjdę, cioto. - powiedziałam. Wyszłam, a on chwycił delikatnie moją ręke. Spojrzałam na niego. Akurat patrzył się na mnie. Uśmiechał się słodko. Boże co ja mówie, przecież on mnie porwał. Zaprowadził mnie do wielkiego domu. Był bardzo nowoczesny położony po za miastem. Wprowadził mnie do środka i powiedział żebym się rozebrała. Zdjęłam buty i udałam się za nim. Ale miał w chuj wielką kuchnie.
- O matko - powiedziałam w myślach. Tak samo pewnie jest w chuj bogaty.
- Podoba ci się? - spytał mi się. Zauważył że przyglądam się całym mieszkaniu. Pokiwałam twierdząco głową.
- Tak serio, to nawet nie wiem jak macie na imię - powiedziałam drapiąc się po ręce.
- Ja jestem Louis. Blondyn To Niall. Ten lokowaty to Harry, ten z dużą ilością tatuaży to Zayn a ten ostatni to Liam. A ty jak masz na imię? - spytał się. Matko te oczy.
- Lara. - nie spuszczałam wzroku z jego oczu. Podszedł i dotknął mojej dłoni. Szybko ją odsunęłam.
- Coś się stało? - spytał z troską. Tak nie lubię być dotykaną przez mężczyzn.
- Nie, nic - odpowiedziałam spuszczając wzrok.
- Przecież widzę - powiedział podnosząc mój podbródek.
- A co cię to interesuje?! Przecież wiem że mnie tylko po to porwałeś żeby mnie wyruchać i cześć! Wiesz czemu tego nie lubię i boje się ludzi?! Byłam 2 razy gwałcona bardzo brutalnie! Spędziłam kilka miesięcy w psychiatryku bo się cięłam i mam anoreksje! To chcesz wiedzieć? To teraz już wiesz! - powiedziałam i wybiegłam z jego domu. Nikomu nie mówiłam o tym tylko Vanessie. Oparłam się o drzewo i zsunęłam się na dół chowając ręce w dłoniach. Poczułam czyjeś ręce na moich ramionach, które strąciłam.
- Przepraszam nie wiedziałem. - powiedział z troską.
- Ale już wiesz. - powiedziałam ze łzami w oczach.
- Nie powiem nikomu, obiecuje. Wejdziesz?
- No okey. - wstałam i przetarłam oczy. Położył ręke na mojej tali, ale zaraz ją zabrał. Weszliśmy do kuchni. Usiadłam na krześle patrząc jak Louis porusza się po pomieszczeniu.
- Chcesz kawy? - pokiwałam twierdząco głową. Podał mi kubek i usiadł na przeciwko mnie. - Opowiedz mi coś o sobie. Jeżeli nie chcesz, nie musisz.
- Nie okey. - wzięłam łyk kawy - No więc jestem Lara Minos. Mam 19 lat. Mieszkam sama bo rodzice nie mogli wytrzymywać ze mną i moim zachowaniem. Od 2 lat nałogowo pale i czasami kiedy nie wytrzymuje sięgam po żyletke - pokazałam swoje nadgarstki na co się zakrztusił - Prowadzę tumblera. Mój jest jeden z najsławniejszych na tej stronie. Mam jeden tatuaż pod piersiami i 19 kolczyków. Jakieś 2 lata temu stwierdziłam że jestem za gruba. Przestalam jeść. Nie jadłam przez tydzień. jedzenie mi zbrzydło poszłam do lekarz i okazało się że mam anoreksje. Potem poszłam na 6 miesięcy do psychiatryka. Nie było fajnie. Dostawałam jedzenie, które dawałam innym. W psychiatryku poznałam Vanesse. Ona chciała popełnić samobojstwo podcinając sobie żyły. Zaprzyjaźniłyśmy się i do teraz jesteśmy jak siostry. I chyba tyle. - Patrzył na mnie z troską.
- O Boże. - powiedział. - Nigdy nie spotkałem się z taką osobą jak ty. - zaśmiałam się. - Ale jest coś w tobie że jesteś wyjątkowa.
- Co takiego?
- Twój charakter. Niby taka ostra, a w środku taka delikatna.
- Teraz ty. Opowiedz coś o sobie.
- No to tak. Jestem Louis Tomlinson. Mam 21 lat. Niestety nie mam rodziców. Dla mnie nie istnieją. Wyrzucili mnie z domu kiedy dowiedzieli się że że biorę narkotyki. Jakby co to już tym skończyłem. Znalazłem pracę i nalazłem dom do wykupienia. A że miałem dużo kasy, kupiłem ten dom. Potem poznałem reszte. Skończyłem z nałogami. Codziennie dziwki, alkohol i dragi. Przerzuciłem się na palenie. Pracuje w tym dużym wieżowcu. W biurze jestem szefem. Teraz dla mnie rodziną są Niall, Liam, Harry i Zayn. - patrzyłam na niego. Teraz zobaczyłam jaki jest przystojny. Oczy, włosy i ten zarost. Już skończył i zaczął przyglądać się mnie. Uśmiechnął się. Odwzajemniłam gest. Zadzwonił mu telefon. Jebany kurwa telefon!
- Halo? No w domu. Z Larą. Tą co porwałem. No możecie. Cześć. - Chłopacy przyjadą.
- Okey.
- Nie masz nic przeciwko?
- Chory? Przecież to twój dom. - zaśmiałam się.
- Pięknie się śmiejesz.
- Dziękuje. - Usmiechnęlam się. Zadzwonił dzwonek do drzwi. To pewnie reszta. Louis wstał od stołu i poszedł otworzyć drzwi.
- Co ty tu kurwa robisz? - krzyknął. Nie chciałam się wtrącać więc nie wstawałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz